5 powodów dla których czekamy na Asura’s Wrath
Asura’s Wrath stara się wyjść naprzeciw wszystkim trendom branży, które zostały mocno rozwinięte i solidnie się zakorzeniły wśród producentów gier wszelakich. Capcom za nic sobie wziął to co tak naprawdę powoduje, że gry sprzedają się jak seria Call of Duty (pomijając nazwę) i stworzył grę w której motywem przewodnim jest festiwal Quick Time Eventów na których opiera się system walki. Jednak to nie wszystko co gra ma do zaoferowania…
Dlaczego czekamy na Asura’s Wrath?
Bo gra prezentuje jajcarskie podejście do tematu
Ciężko ukryć, że Capcom robi ten tytuł dla zabawy, z samym sobą jak i wszystkimi graczami, którzy dorwą ten tytuł. Humor nie objawia się tutaj w postaci dennych żartów lub używania oklepanych motywów do nabijania się, nie spotkamy tu także parodiowania innych produkcji. Wręcz przeciwnie. Tutaj rozbawi was fakt, że nasz przeciwnik jest wielkości paru planet a my tak naprawdę walczymy z jego paluchem. Rozśmieszy scenka podrywu kobiet, w której gramy w grę rytmiczną, a na sam koniec dostajemy solidnego plaskacza w twarz. Festiwal kiczu, ale tego pozytywnego – tak najłatwiej byłoby określić ten tytuł, a że kicz się sprzedaje udowadnia co chwilę Tarantino wraz z Rodriguezem. Czy Asura’s Wrath będzie takim „Od Zmierzchu do Świtu”? Oby.
Bo mitologia hinduska jest rzadko eksploatowana
Mitologia gracka? Dziesiątki gier o niej, jeszcze więcej opartych o jej kanwę. Rzymian? Podobna do greckiej ale też wykorzystywana. Nawet tak rzadko wykorzystywane jak nordycka i buddyzm miały swoje pięć minut w grach, mniej lub bardziej znaczące. Hinduska do tej pory pojawiała się w szczątkowej postaci w ramach gier j-RPG, jednak nigdy nie było znaczącej gry opartej w całości na wierzeniach hinduizmu. Tutaj główny bohater – Asura jako istota półboska i przeciwna bogom podobnie jak w God of War zostaje strącana i zmuszona do walczenia o odzyskanie swojej pozycji. Co prawda nie dostaniemy tu idealnie oddanych wierzeń, co jest rzeczą wiadomą – wyznawcy hinduizmu po dziś dzień kroczą po tym świecie i nie warto pogrywać na ich uczuciach religijnych. Wszystko jednak mieści się w ramach przyzwoitości.
Bo tytuł naszpikowany jest akcją
Akcja, zadyma i rozpierducha. Ciągłe parcie przed siebie bez jakiejkolwiek chwili wytchnienia. Jeden Quick Time Event za drugim. To opis pierwszych pięciu sekund dowolnego starcia, których będziemy mieli dziesiątki, o ile nie setki w przeciągu całej rozgrywki, która podobno oscylować ma w okolicy 8 godzin. Jeśli uwierzymy w obietnice, to otrzymamy osiem godzin napakowane tak intensywną akcją, że ścierpną nam stopy. Nie oczekujmy jednak po Asura’s Wrath skomplikowanego systemu walki z dziesiątkami combosów, kontr i innych bajerów, które znamy z Ninja Gaiden chociażby. Tutaj wszystko nastawione jest na widowiskowość, dynamikę i zintensyfikowanie doznać grania i oglądania gry jako dobry film akcji, urywający nogi u samej dupy.
Bo Capcom rzuca się przeciwko prądom w branży
Jak już pisałem wcześniej, Capcom podjął gigantyczne ryzyko odchodząc od próby zaspokojenia wszystkich – a co za tym idzie nikogo. Na pewno nie będzie to tytuł, który położy i onieśmieli wszystkich jakością wykonania, grafiką czy wspaniałym scenariuszem. Zapomnijmy tutaj o casus Okami, które idealnie to połączyło. Tutaj mamy zabawę formą i treścią, tak jakby za grę wzięło się małe dziecko i przelewało swoje najbardziej absurdalne pomysły. Całkowita, wolna amerykanka designerska, scenarzysty i pozostałych członków zespołu. A takie podejście i pomysły należy nagradzać.
Bo tak naprawdę sami nie wiemy co dostaniemy
Każdy z nas lubi niespodzianki, to fakt. Asura’s Wrath teoretycznie określona jest jako slasher, jednak nawet demo nie potwierdziło jednoznacznie ile slashera w slasherze będzie. Jakie będą proporcje między scenkami QTE, czy gra będzie naraz, czy posłuży nam więcej. Fakt, punkt może i trochę na wyrost, jednak Capcom stara się nam sprzedać ciekawą zawartość w średnim pudełku, nie udając, nie bawiąc się w ściemnianie marketingowe. Miejmy na uwadzę, że dotychczasowy hype na tytuł wytworzyliśmy my – społeczność graczy, a nie smutni panowie z agencji marketingowych wciskając nam raz p oraz ciemnoty i obiecując gruszki na wierzbie. Może i jest to podejście lekko naiwne, bo biznes to biznes, ale Capcom w tym przypadku dostaje ogromny kredyt zaufania – za starania.
Gra na rynku zadebiutuje 24 lutego.
Zobacz także:
- Nosferatu, nie, 29 sty 2012, 18:00
- skomentuj (0)






5 powodów, dla których czekamy na Max Payne 3
5 powodów, dla których czekamy na DMC HD Collection
5 powodów, dla których czekamy na Ninja Gaiden III
Ranker Xbox Site: 5 gier których zazdrościmy posiadaczom PS3 










