5 powodów, dla których czekamy na Soul Calibur V
Piąta odsłona cyklu Soul Calibur według ekipy z Team Soul ma wnieść powiew świeżości w skostniałą i upadającą powoli serię. Poprzednia odsłona ostry zbliżyła się do dna, z którego teraz Soul Calibur V stara się odbić i wskoczyć na szczyty popularności, głównie turniejowych. Czy ta sztuka się uda? I w jaki sposób twórcy gry starają się nas przekonać, że to właśnie w tę bijatykę warto zainwestować swoje ciężko odłożone lub zarobione pieniądze, które potencjalnie wydamy 3 lutego, bowiem wtedy gra ukaże się na rynku…
Dlaczego czekamy na Soul Calibur V?

Bo gra ma świetnie wyważony system walki.
Nie ukrywajmy, system w Soul Calibur V jest bardzo przystępny dla początkującego gracza, ale zarazem wymagający dla osoby, która chce opanować grę na poziomie minimum turniejowym. Powycinanie zbędnych i niepotrzebnych dodatków także grze wyszło na dobre, średnio udany dodatek w postaci Soul Crush został zastąpiony ulepszony Critical Edge, który działa na podobnej zasadzie co poprzednik, jednak można go użyć dużo łatwiej, ale i dużo trudniej nim trafić. Dodatkowo co na pewno spodoba się na imprezach, gra jest niesamowicie widowiskowa i szybka, nie można więc mówić o nawet chwili nudy, gdyż kombinacje jakie można wykonywać czasami ocierają się o jedne z najlepszych choreografii w kinie akcji. A cóż jest lepsze niż miks głębokiego systemu z widowiskowością?
Bo połowa nowej obsady wnosi powiew świeżości.
Połowa starej obsady wyleciała, a zastąpiły ich całkiem nowe osoby, które w większości przypadków przejęły jednak zestaw ciosów od swoich protoplastów. Więc nie musimy się martwić, że nie będziemy potrafili grać którymś z nowych zawodników. A jak wspomniałem wcześniej, zmiany kadrowe nastąpiły i „nowicjusze” to Aeon, Leixia, Natsu, Xiba, Viola, Zwei, Patroklos oraz pasujący dużo bardziej niż postaci z Gwiezdnych Wojen – Ezio Euditore, który trafi do gry jako owoc współpracy Namco-Bandai z Ubisoftem. Dzięki bogu powraca także rozbudowany edytor postaci, który w SC IV wyglądał jak ubogi krewny przy bogatym wuju. Znowu będziemy mogli edytować co tylko nam się podoba tworząc różnorakie pokraki. Oczywiście otwiera znowu to furtkę do DLC, ale to już nieuchronne w tej generacji.
Bo wreszcie otrzymamy sensowny tryb dla jednego gracza.
Tryb fabularny powraca do tego co możemy pamiętać z poprzednich odsłon. Żegnajcie więc karykatury trybu story z pięcioma walkami. Za planowanie i tworzenie odpowiedzialne było studio CyberConnect 2, które zasłynęło głównie z gier o Naruto. Możemy więc być pewni, że minimum dobry poziom opowieści zostanie zachowany. Sama historia przedstawiona w grze dzieje się w 17 lat po tym co mogliśmy zobaczyć i poznać w Soul Calibur IV. Poznamy historię młodzieńca Patroklosa, syna Sophitii, która w wcześniejszych grach nie raz ścierała się w walce dobra ze złem i próbą zniszczenia Soul Edge. Młody Patroklos odkryje powiązania swojej rodziny z mitycznymi mieczami, klątwą spoczywającą na jego rodzinie i tym jaka jest jego rola. Spodziewać więc można się niezłych walk przeplatanych z ciekawą historią.
Bo to po prostu opłacalne.
Nie ukrywajmy, że stosunek czasu spędzonego przy grze do ceny jaką przyjdzie nam za nią zapłacić jest bardzo atrakcyjny. Podobnie jak wcześniejsze odsłony ukończenie i zdobycie wszystkiego zajmie nam dziesiątki, a nawet i setki godzin. Jeśli dodamy do tego możliwość toczenia walk przez sieć, to dochodzą praktycznie niekończące się pokłady miodu. Osoby wyczulone na grę przez sieć mogą także zapraszać znajomych do staroszkolnego grania na jednej kanapie przy piwie czy też herbacie. W takim przypadku uciechy z gry nie będzie końca, bo właśnie dla takiego grania tworzone są bijatyki, a zapewniam, nie ma nic lepszego niż możliwość wypłacenia kuksańca kumplowi za przegraną walkę na konsoli. Prawa dżungli, jak to się zwykło mówić.
Bo wizualnie tytuł prezentuje się znakomicie.
Trzeba przyznać, że warstwa audio-wizualna stoi na najwyższym poziomie. Spektrum barw, które rozświetla nam plansze w trakcie walki, interaktywne areny, świetnie wymodelowane postaci z bardzo dobrą animacją ruchów powinno przykuć wzrok osób, które patrzą także na wizualia. Oprawa audio to coś co zasługuje na osobne pochwały, wszelakie dźwięki, szczęk ostrzy, odgłosy i jęki bitych postaci brzmią niezwykle przekonująco Dodatkowo ścieżkę dźwiękową komponują takie tuzy jak Chris Velasco, Inon Zur, Hiroki Kikuta i znany ze sceny remixów Andrew „zircon” Aversa. Więc możemy być pewni, że ten element gry będzie stał na najwyższym z możliwych poziomów.
Zobacz także:
- Nosferatu, śr, 11 sty 2012, 15:44
- skomentuj (0)





Call of Duty: Black Ops 2 już oficjalnie!
5 powodów, dla których czekamy na DMC HD Collection
RankeR Xbox Site: 5 gier których zazdroszczą nam posiadacze PlayStation 3
Ranker Xbox Site: 6 sposobów na odrzutowce w Battlefield 3 










