HamburGIER: Dlaczego wciąż warto zagrać w Mass Effect 2?
Postanowiłem, że dzisiaj pozwolę sobie na odrobinę prywaty i przy pomocy kawałka tekstu, który macie właśnie przed oczyma, opowiem Wam o tym, dlaczego uważam, że Mass Effect 2 jest na ten moment jedną z najlepszych produkcji, jakie zadebiutowały na obecnej generacji konsol. Fakt, wielu czytelników może się ze mną nie zgodzić, jednakże nie ma co ukrywać, że gra trafiła w gusta milionów graczy z całego świata, czego dowodem jest jej wysoka sprzedaż i fantastyczne oceny przyznawane przez największe branżowe serwisy czy magazyny.
Zacznijmy od tego, co nie podoba się osobom sceptycznie nastawionym do tego tytułu. Fakt, BioWare zaryzykowało naprawdę sporo, rezygnując z wielu elementów obecnych w pierwszej odsłonie cyklu, w efekcie znacznie upraszczając rozgrywkę. Solą w oku przyzwyczajonych do dość skomplikowanej mechaniki Mass Effect graczy może być fakt, iż tutaj o rodzaju amunicji nie decyduje ulepszenie jakie zaimplementowaliśmy do dzierżonej przez nas pukawki, lecz… umiejętności głównego bohatera. Mocno zdziwiłem się, kiedy zobaczyłem, że mój Shepard potrafi dosłownie używać amunicji zapalającej naprzemiennie ze zwykłą, a od czasu do czasu przełącza się na kriogeniczną czy jeszcze kilka innych „gatunków”. Inna sprawa, że całkowicie zrezygnowano z zarządzania ekwipunkiem, a na naszym podorędziu przez cały czas znajduje się kilka pukawek, od niewielkiego pistoletu, po… wyrzutnię rakiet.
Niemniej jednak, to właśnie dzięki temu gra stała się o wiele bardziej dynamiczna od poprzedniczki, nie zanudzając gracza po kilku godzinach zabawy. W Mass Effect 2 na ekranie bez przerwy coś się dzieje, toteż na monotonię z całą pewnością nie można narzekać. Poprawiono tu przede wszystkim system krycia się za osłonami, który działa tu niczym w najlepszych shooterach TPP. Zresztą, tym razem dysponujemy ograniczoną ilością amunicji, w przeciwieństwie do „jedynki”, w której kieszenie naszego bohatera przeznaczone na naboje były bez dna. Urozmaicono także rodzaje przeciwników z jakimi przyszło nam się tu zmierzyć, przez co nie jesteśmy już skazani na stawanie oko w oko niemal wyłącznie z Gethami.
Należy powiedzieć, że warstwa „merytoryczna” gry pod żadnym pozorem nie ucierpiała. W dalszym ciągu mamy tu naprawdę mnóstwo do roboty, bowiem na wykonanie czeka prawdziwe zatrzęsienie zadań głównych i pobocznych, które zazwyczaj są o wiele ciekawsze od tych, jakie serwowała nam pierwsza część serii. Modyfikacjom uległa także interakcja z drużyną, której członkowie, jeśli tylko chcemy zdobyć ich lojalność, także potrzebują naszej pomocy, w wykonaniu zadania w jakiś sposób powiązanego z ich przeszłością. Szkoda tylko, że z bohaterów znanych z „jedynki” ostał się przy naszym boku wyłącznie Garrus, podczas gdy reszta zajęła się swoimi sprawami od momentu, w którym posłaliśmy Suwerena do piachu. Pozwoliło to jednak na rozwinięcie skrzydeł i wypróbowanie swoich sił w łóżkowych ekscesach z zupełnie nowymi członkami drużyny, z których w moim przypadku na prowadzenie wysunęła się piękna Miranda Lawson. Zresztą, wątek z nią związany to jeden z ciekawszych sidequestów na jakie możemy się tu natknąć, choć nie ma co ukrywać, że BioWare mogli go znacznie bardziej rozbudować.
Pewnym zmianom uległa także eksploracja kosmosu, którą tak bardzo chwaliłem w tekście przypominającym Wam o Mass Effect. Planet, na których możemy wylądować jest tutaj jakby więcej, jednakże odebrano nam możliwość zwiedzania ich w Mako, na rzecz krótkich, korytarzowych misji, prowadzących gracza dosłownie po sznurku. Szkoda, choć częściowo zrekompensowano nam te braki możliwością skanowania każdej planety znajdującej się w naszej galaktyce i pozyskiwania surowców, potrzebnych na sfinansowanie badań. Owocowało to systemem zaopatrywania naszej drużyny w coraz to nowsze wynalazki, które w trakcie zabawy okazywały się niezbędne.
Ostatnie dwie zalety tej produkcji to piękna oprawa graficzna oraz warstwa fabularna. Tytuł wciąż prezentuje się fantastycznie, mogąc konkurować z najpiękniejszymi przedstawicielami gatunku Action RPG. Niemniej jednak, z całą pewnością ustąpi na tym polu „trójce”, która już dziewiątego marca trafi na sklepowe półki. Fabuła wciąż ociera się tutaj o Żniwiarzy, którzy jednak nie zostali tak wyraźnie zarysowani jak w pierwowzorze. Postanowili oni bowiem posłużyć się gatunkiem średnio-rozumnych istot zwanych Zbieraczami, które są odpowiedzialne za tajemnicze zniknięcia ludzkich kolonii na obszarze całej galaktyki. Na koniec warto nadmienić, że mamy tu do czynienia z prawdziwie samobójczą misją, którą Shepard dosłownie musi przetrwać, co w przypadku pozostałych członków jego ekipy wcale nie jest takie oczywiste…
Zobacz także:
- Serth, pt, 17 lut 2012, 13:49
- skomentuj (1)





RankeR: Exclusive’y, które muszą powrócić!
Wysyp pierwszych ocen I Am Alive!
Mass Effect 3 doczeka się solidnego wsparcia
Mass Effect 3 będzie dłuższy od poprzednika 











Mako to była udręka. Ja się strasznie ucieszyłem, że nie musze zaginać tym koszmarnym łazikiem. Fabuła i oprawa audio stoją na dużo wyższym poziomie, a klimat jaki buduje mnogość wyboru sprawia, że kiedy podejmuję jakąś decyzję, wiem, że stanie się coś zupełnie innego i przejdę pewien etap do którego nie będzie już powrotu. Poza tym postacie wydają się dużo „bogatsze” no i jest ich przede wszystkim więcej. Brakuje tylko ekwipunku z pierwszej części. Co do długości chciałem zaznaczyć, że niedawno zabrałem się za kolejne przechodzenie Mass Effecta (tak sobie przypomnieć chciałem przed 3 częścią) i ukończenie pierwszej części z DLC i całą masą zadań pobocznych – zajęło mi niecałe 20 godzin. Za to obecnie jestem gdzieś w 2/3 może nawet wcześniej w części drugiej i mam już na koncie prawie 22 godziny (nie wspomnę, że jest więcej dodatków, które co nieco wydłużają rozgrywkę i to wcale nie na siłę).
Zgłoś komentarz do moderacji
Oceń komentarz:
0
0
Komentarz został nisko oceniony przez użytkowników. Kliknij tutaj, aby go zobaczyć.